Dirt 2

Codemasters od kilku dobrych lat specjalizuje się w tworzeniu zręcznościowych wyścigów z elementami symulacji. Prawdziwym przełomem okazał się Race Driver: GRID, który to na nowo zdefiniował dobrą grę samochodową. Od tamtej pory Codies’i poszli trochę na łatwiznę i sprawdzoną formułą załatwiają każdą następną samochodówkę. Wprowadzają jedynie drobne nowości w każdej następnej „części”. Ale czy to źle? Według mnie nie. Dzięki temu każdy fan motoryzacji znajdzie to co lubi. Jedni lubią wyścigi po torze, a inni rajdy po bezdrożach. Ja należę do tych „innych” i gdy tylko dostałem w swoje łapska grę Colin McRae: Dirt 2 bardzo się ucieszyłem.


Niestety, pierwsze co się nasuwa to minus dla polskich wydawców za lokalizację głosową. Kwestie wypowiadane przez postaci są nazbyt „ziomalskie” przez co można się poczuć jakby mówiło do Ciebie dwunastoletnie dziecko. Ponadto głosy są strasznie podobne do siebie i nie sposób ich odróżnić podczas wyścigu.


Na szczęście im dalej w las tym mniej asfaltu i kiedy już przyzwyczaimy się do niezbyt dobrej polonizacji, można wyłamać wiele zalet produkcji. Największym plusem tej gry jest niezaprzeczalnie przepiękna grafika. GRID’owy silnik EGO sprawdza się po prostu znakomicie i pozwala wczuć w rozgrywkę. Krajobrazy są cudowne i nie raz zdarzyło mi się przywalić w coś, gdy oglądałem górę, obok której przejeżdżałem. Nie bez znaczenia jest też światło i cień. Samochody pięknie się mienią w słońcu czy reflektorach, a nocny rajd ma swój własny niepowtarzalny klimat. Nawet brud i wgniecenia wyglądają tutaj „jak żywe”. W każdym Colinie często przejeżdżało się przez różne strumyczki, kałuże itp. Tutaj jest identycznie, a przy tym woda odwzorowana jest praktycznie 1:1. Nawet zalewa szybę tak jak powinna, po prostu jedyne co nie jest jak w realnym świecie to brak charakterystycznego zapachu mokrej trawy po deszczu. Maleńką skazą szaty graficznej są trochę zbyt kwadratowi kibice, ale spróbujcie to zauważyć zasuwając 100 km/h po nierównej nawierzchni.


Napomknąłem już coś o krajobrazach. Warto też nadmienić, że bezdroża, po których jeździmy, są ciekawie zaprojektowane i różnorodne. Przemierzymy wzdłuż i wszerz: Chorwację, Kalifornię, Chiny itd. Pojeździmy także trochę po terenie miejskim w Londynie czy Japonii.


Ponadto w Colin McRae: Dirt 2 po raz pierwszy użyto dość interesującego menu. Opcje są rozrzucone po trójwymiarowym kamperze i okolicach, po których to poruszamy się w takim jakby trybie FPP. Ciekawy zabieg, chociaż już po kilku dniach obcowania z grą nie wydaje się niczym nadzwyczajnym.


Czas opowiedzieć trochę o samej rozgrywce. Typów imprez mamy sporo i ten kto grał w pierwszego Dirt’a wie, że w tej podserii autorzy pożegnali się z niepodzielnym panowaniem rajdów i dodano także zwyczajne wyścigi. Mniej więcej połowę czasu spędzimy ścigając się z czasem, a drugą połowę ścigając się z dzisiejszymi gwiazdami rajdowymi (głównie weteranami zawodów X-Games).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *